Przez pierwsze miesiące najważniejsze jest dla dziecka mleko, jednak przychodzi moment gdy można podać coś innego. No i trzeba zdecydować kiedy i co, nie jest to łatwa decyzja. Sama miałam ciężki orzech do zgryzienia. My zaczęliśmy pod koniec 4 miesiąca  zabawy  w jedzenie, wiele osób oburzy się że za wcześnie. Jednak była to dobra decyzja w naszym przypadku, a to dlatego że u naszego Misia w czwartym miesiącu zaczęły się jakieś dziwne przygody trawienne, pediatrzy poza syropkami (które nic nie pomogły) nie potrafili nic sensownego pomóc. Internet mi podpowiedział teorie o bezodpadowym przyswajaniu matczynego mleka i o tym że w tym momencie dziecko musi samo opanować technikę opróżniania jelit. W całym tym procesie trawiennym, gdy do tego małego brzuszka trafiło troszeczkę papek nasz problem zaczął zanikać.

Co podać to kolejne dylematy. Do wyboru są gotowe papki, można samemu gotować albo pobawić się w BLW (bobas lubi wybór). Naczytałam się, naoglądałam porad na Youtube, głową mnie rozbolała, a przecież chce jak najlepiej dla mojego Misia, by jego brzuszek był zadowolony i zdrowy.  W takich momentach, żeby nie osiwieć zawsze zadaje sobie pytanie co by zrobiła moja babcia (przecież jakoś wychowała dzieci bez specjalnych metod). Tak o to wybrałam papki, a jak zacznie siedzieć to dostanie do łapki kawałki jak będzie chciał. Teraz i tak główne pożywienie to mleko. Najmądrzejsza publikacja z jaką się zetknęłam to: Poradnik żywienia niemowląt – po red. prof. Hanny Szajewskiej i dr hab. n. med. Andrei Horvath (pdf).

Nie czułam się zbyt pewnie na starcie więc kupiłam kilka gotowych posiłków. Właściwie to smaków marchewka, dynia, banan itp. Na tym starcie uznałam, że przygotowali to lepiej ode mnie i mają dostęp do mniej nasyconych pestycydami składników. Taki mikro słoiczek mieliśmy na trzy dni zabawy teraz jak zaczyna jeść większe porcję zacznę gotować sama.

Pierwsze łyżeczki to był oczywiście szok, że można włożyć coś do buzi innego niż cycek i to jeszcze ma jakiś dziwny smak i co ja mam z tym zrobić? Więcej było na śliniaku ale do brzuszka coś tam też trafiło. Z dnia na dzień było coraz lepiej. Pierwsze porcję to były dwie łyżeczki, które przekładają do innego naczynka, miałam taki kubeczek będący nakrywką butelki niemowlęcej. Bardzo pilnujemy się by nie oblizywać łyżeczki Misia i ta którą je nie wkładamy do porcji odłożonej na później jak dokładałam to inna czystą łyżeczką. Te małe kubeczki było łatwo podgrzać w kąpieli wodnej używając szklanki. Staramy się podawać jedzonko stałe o podobnej godzinie, okolice naszego obiadu. Na razie jest tylko raz dziennie.

Teraz zbliżamy się do 6 miesiąca i Misio zjada już całkiem ładna porcję, jak widzi swoją niebieska łyżeczkę to jest taki szczęśliwy niecierpliwie otwiera usta sięga rączkami ” no dawaj co dzisiaj ciekawego dostanę”. Największą furorę robi banan z kaszka manną. Od Bobovita dostałam gratisową kaszkę i wykorzystam ją ale jak się skończy to użyje zwykłej kaszki manny gotowanej na wodzie, przecież to żadna filozofia.