W połowie szóstego miesiąca Misiowi się trochę poprzestawiało, w nocy tankuje dużo mleka, natomiast rano przy pierwszych dwóch karmienia jest totalnie rozkojarzony, wszystko jest ciekawsze od mleka. Nie do pomyślenia!

Nawet jak zje normalnie, to wydaje mi się jakby miał trochę mniej energii do zabawy. Biorąc pod uwagę, że kaszka z bananem mu smakuje to przeniosłam ja na rano i tak ok godziny 10  dostaje śniadanie. Zjada całkiem ładna porcję kaszki, mimo tego nie pomija żadnego mlecznego posiłku.

Obiady teraz są zarezerwowane dla innych potraw, np ostatnio była cukinia i co? No nie był to szał, wyszedł mały głodny Shrek, wszystko do około było zielone, głowa odwrócona i grymas na twarzy. Na drugi dzień poszło trochę lepiej:

„No jak muszę to już jakoś to przełkne”

pół porcji zjedzone.

Kolejny krok to spróbowałam sama przygotować mu porcję z mięskiem. Pierwsza próba smaku dla mięska nie bardzo się spodobała Misiowi. Na parze ugotowałam marchewki, ziemniaczki i kawałeczek piersi z kaczki.

„Mamo no proszę co ty mi dajesz, pfuu, blee ja bym wolał kaszkę z bananem.”

No i nic nie trafiło do małego brzuszka tylko ostatecznie do mojego. Trzeba jeszcze poczekać, może za tydzień się uda.

Kolejną nowością jest krzesełko do karmienia, ale to była radość. Teraz już Misio zaczyna trochę siedzieć, na tyle że w tym krzesełku nie ma większego problemu. Wcześniej jak jeszcze miał problem z utrzymaniem odpowiedniej pozycji, zabawa w jedzenie odbywała się w leżaczku. Krzesełko mamy najprostsze z Ikei, a dla Misia to było jak najwspanialsza zabawka, całym sobą się cieszył.