domowe czy kupione

Od momentu kiedy Misio rano wcina kaszkę, popołudnie zarezerwowane jest dla warzyw i mięska. Co prawda jeszcze mam cały czas kaszkę dla dzieci Bobovita i jeszcze sama nie ugotowałam zwykłej kaszy manny i nie wiem jaka byłaby reakcja na wyczuwalne grudki. Właściwie to muszę się zastanowić czy to jest sens bawić się w gotowanie takiej kaszki ale najpierw muszę spróbować chociaż raz, żeby się przekonać. Dodatki owocowe do kaszki bardzo się podobają. Zarówno śliwka, którą przetarłam przez sitko jak i banan bardzo smakują Misiowi, więc owoców nie ma sensu kupować ze słoiczków. Pierwszy punkt dla mnie, cieszę się z tego bo taki świeży owoc nie przetworzony ma więcej witamin, tym bardziej że są w postaci surowej. Szkoda tylko że jest zima i nie ma dostępu do zbyt wielu owoców.

Natomiast popołudniowe posiłki wychodzą nam różnie. Kilka razy skończyło się tak, że Misio ledwie spróbował. Do tej pory widzę, że chętniej zje gotowca, próbuję odgadnąć co na to wpływa. Napewno mój blender nie potrafi tak gładko zmiksować papki, pewnie i proporcje mam inne niż w tych słoiczkach. Nie poddaje się to miksuje ponownie, to przez sitko przepuszcze, wody doleje i drugie podejście już poszło lepiej zarówno z mięskiem jak i cukinią. Inne powody z których nam czasami nie idzie to zmęczenie, brak apetytu np z powodu ząbkowania, gazów, szczepionek. Na tym polu narazie przegrywam ale nie przejmuje się tym bo taki niemowlak jeszcze nie potrzebuje obiadów, jednak lepiej śpi jak zje trzy łyżeczki.

Warzywa napewno nie są takie atrakcyjne jak owoce, jednak przed kaszkami Misio chętnie próbował wszystkiego co mu się dało. Jedynie jabłko spowodowało u nas dolegliwości trawienne, ból brzuszka wywołany gazami, działo sie to po surowym/ pieczonym/ swieżo wycisnietym soku. Dlatego jabłka poszły w odstawkę. Całkiem sporo Misio już spróbował : marchewkę, dynie, cukinie, brokuła, ziemniaka, kaszkę, królika, indyka, kurczaka, kaczkę, banana, śliwki, gruszki, morele, owoce leśne itd. (O matko ile tego, jak to napisałam to dopiero do mnie dotarło) W moich obiadach nie zawsze znajdą się tak różnorodne składniki i do tego na razie są to tak małe porcje, że całego gara nie ma co gotować. Nawet zamrażanie półproduktów jeszcze jest pozbawione sensu, kolejny punkt dla gotowców, ech…

Napoje to tylko mleko i woda. Raz podałam tylko sok z jabłka, który sama wycisnełam. Z butelki misio toleruje tyko mleko, kubeczka niekapka nie ogarnia, natomiast sprawdził się u nas mini kubeczek (od butelki) z którego dwa- trzy łyczki udaje się ładnie wypić wody i w ten sposób też przepłukać trochę buzię po posiłku. Nie zamierzam w najbliższym roku kupować gotowych soków. Mam sokowirówkę, jest w użyciu, lubię dla siebie przygotowywać napoj warzywny (marchewka lub burak), jak będzie taka potrzeba to i Misio dostanie taki świeży sok. Na tą chwilę nie ma potrzeby dopajać Misia, bez punktu.

Punkty:

Domowe Gotowce
1 2