Czas nie chce stać w miejscu i tak oto Misio zaraz będzie miał skończone 7 miesięcy, duży już z niego chłopak, jak widzę jego miesięcznego kolegę to nie chce się wierzyć, że był taki malutki. Przecież to nie tak dawno, a już ta pamięć zamazała te wspomnienia. Ponieważ Misio jest coraz starszy to dałam mu do spróbowania jajko (przepiórcze) i twarożek. Jajko nie było rewelacyjne i nie było sensacji z tego tytułu, jednak nie weszło jeszcze do naszego menu. Twarożek udało mi się kupić naprawdę dobry i tylko dlatego dorzuciłam łyżeczkę do kaszki manny z bananem, właściwie to nie poczuł, że znalazło się coś innego i myślę że będzie to częstszy dodatek do śniadania. 

Ostatnio pisałam, że nie wiem czy będę bawiła się w gotowanie kaszki manny. Teraz już wiem TAK będę gotowała sama kaszę mannę. Nie jest to trudne, zajmuje prawie tyle samo czasu co przygotowanie gotowej, nawet łatwiejsze bo nie trzeba używać termometru, a jest to trochę upierdliwe. Obawiałam się, że grudki nie przypadną do gustu jednak nie było problemu, z owocami pójdzie wszystko. Najczęściej robię na wodzie i nie dodaje mleka, chyba że mam swoje odciągnięte. Na samym początku zrobiłam kilka razy z dodatkiem mleka modyfikowanego, żeby była podobna do tej gotowej, którą dostawał wcześniej. Teraz już zjada cała porcję kaszy z 3 łyżeczek i pulpy owocowej, ja nie wiem gdzie to się mieści, a jeszcze czasem mlekiem popiję. Tak naprawdę to ma coraz większe zapotrzebowanie, w nocy czasem dwa baniaki opróżnia przy jednym posiedzeniu, ale za to dłużej śpi pomiędzy karmieniami.

W  między czasie spróbowaliśmy też kleików ryżowych, kukurydzianych i wiecie co, to jest paskudne w smaku jak rozmemłane flipsy, sama bym tego nie chciała i dziecku się nie dziwię, dlatego nie będę tego dawała.

Z owoców Misio poznał jedną ciekawostkę – arbuza. Wielka radość w domu Misia, mama arbuza dała dzisiaj, mało tego był w kawałku i tak o to Misio dowiedział się, że może nadgryźć kawałek, przeżuć i wypluć. Niestety sam w rączkę jeszcze nie dał rady złapać, śliskie było i uciekało, mama pomogła.

Jeżeli chodzi o jedzenie ze słoiczków, to te proste smaki nie było tragedii jednak te bardziej skomplikowane to już trzeba bardzo uważać i czytać składy bo producenci oszukują i cuda dokładają. Trafiłam na dwie szokujące potrawy, byłam zaskoczona że można coś takiego zrobić (oczywiście to jest nazwa pod rodziców, nie ma to wiele wspólnego z naszymi daniami): spaghetti i schab ze śliwką, oba niby po 6 miesiącu można podać. To już będzie ciekawiej, bo te marchewki i brokuł to nie zawsze były chętnie zjadane. A tam to i zioła się pojawiają. Staram się sama gotować obiadki ale jeszcze czasami zdarza się że kupimy jakiś słoiczek.