Gotowanie na parze

Ostatnio nabyłam gadżet kuchenny, który ma mnie zmotywować do gotowania dań dla Misia, czy się sprawdzi zobaczymy jakąś recenzje samego urządzenia też napiszę za jakiś czas. Mianowicie jest to parowar z funkcją blendera. Ogólnie miałam fazę w swoim życiu na gotowanie obiadów na parze, jednak odkąd zrezygnowałam z jedzenia łososia, parowar rzadziej wychodzi z szafy, a tych małych ilości dla Misia nie chce mi się gotować za pomocą tego wielkiego gara. Na razie zadziałało i kilka potraw już gotowałam, więc mam nadzieję że będę używała. Przekonało mnie do kupna głównie to, że jak ostatnio ugotowałam buraczki w wodzie, to straciły wszystko co dobre, zrobiły się szare i pozbawione smaku, dla siebie zazwyczaj piekę buraki w piekarniku jednak Misio niech lepiej na razie je gotowane.

Przed kupnem mini parowaru, kilka razy ugotowałam warzywa i mięso w wodzie, tym razem już poszło trochę smaczniej, Misio zjadł ale oczywiście nie wszystko.  Brokuł był nie to przyjęcia, minimalna ilość udało mi się przemycić w porannej kaszce, ale zielone to nie miodek. Cukinia już prędzej, pewnie dlatego że ona sama nie ma za wiele smaku. Kalafior to co innego, dobry dobry o ile odpowiednio zmiksowany, bo grudki stawały w gardle i dusiły. Kombinacji z dynią było kilka, nie wszystkie smakowały ale to już raczej ze względu na inne dodatki, które się tam znalazły.

Dynie Misio również dostał w kawałku, wiadomo jak to się skończyło, wszystko było wysmarowane na pomarańczowo, sprzątanie tego to nie była frajda. Dobrze że to krzesełko do karmienia jest łatwe do wyczyszczenia. Nie będę podążać za nową modą BLW, jakby moja babcia zobaczyła, że tak karmie dziecko to by mnie pogoniła gdzie pieprz rośnie, za ten bałagan. Oczywiście że nie samymi papkami Misio będzie karmiony, ale wszystko w swoim czasie. Na razie dostał na bolące dziąsła, jako gryzaka, chłodną marchewkę taką twarda z lodówki, kawałek chłodnego jabłka, kawałek bułki. On tego nie zjadł tylko się bawił, pomemlał i wszystko powypluwał, ale frajdę miał ogromną i trochę ulgi bo tymi typowymi gryzaka to w ogóle nie jest zainteresowany. Ulga dla dziąseł to też chłodny arbuz, jednak teraz Misio próbuje gryźć, arbuz jest miękki no i kawałki się odłamały, na tyle duże że je wypluł ale dla bezpieczeństwa przygotowany kawałek musiałam zapakować w gazę (na rynku są takie siateczki, ale jeszcze nie kupiłam i chyba za chwilę nie będą potrzebne). Misio uczy się tylu nowych rzeczy w tak krótkim czasie, że pewnie następnym razem jak kupimy arbuza to już będzie sobie radził.

Ostatnio wspominałam, że trafiłam na gotowca spaghetti i to mnie nakłoniło do podania Misiowi pomidorków. U nas w rodzinie  jest to ciekawy temat do żartów, tata nie je świeżych pomidorów i wszyscy zastanawiamy się czy Misio pójdzie w jego ślady. Pierwsze koty za płoty oszukane pomidory zjedzone, czemu oszukane bo pieczone. Tą zimowa porą ciężko trafić na dobre pomidory, ale jak tylko takie dostanę to surowy będzie zaserwowany. Domowy makaron jak zrobię, to na pewno Misio też dostanie z pomidorkiem. Na razie jest problem z kupnem odpowiedniej mąki, tylko dlatego jeszcze się za to nie zabrałam bo to nie jest trudne jak się ma odpowiednie pomoce kuchenne.

Z mięska na razie gotowałam tylko pierś z kaczki. Mam zamrożone jeszcze kilka kawałeczków, ciągle tej samej jednej piersi. Teraz trzeba kupić jakieś inne mięsko i podobnie po porcjować i zamrozić, jest to dość wygodne. Raz Misio zjadł danie w którym proporcja mięsa była duża, myślałam że będzie kręcenie noskiem, a tu zdziwko, jadł aż uszy się trzęsły.

W kaszkach staram się przemycić inne składniki niż banan, różnie to wychodzi. O dziwo truskawki nie smakowały, bez banana nie dało się zjeść. Buraczki też poszły ładnie dopiero z dodatkiem jabłka. Natomiast jak już coś podpasuje to Misio aż mnie  pogania, żebym podawała szybciej, tak śmiesznie dłonią klepie blat.

Tak naprawdę zaczynam się rozkręcać z gotowaniem dziecięcych potraw, no i już tylko mam awaryjnie w szafce 2 słoiczki z gotowcami. Są na tak zwaną czarną godzinę, jak będzie pusto w lodówce albo totalny brak weny lub chęci do gotowania. Jak już kupię to wybieram coś czego sama nie zrobiłam do tej pory, na przykład danie z rybą (ciężko o dobrą rybę). Czasami zerknę na te kombinacje jakie proponują, po to by wyszukać jakiś nowy pomysł lub zestawienie, o którym bym nie pomyślała- takie moje inspiracje.