Mleko

Misia podstawowy posiłek to mleko mamy, udało nam się zgodnie z tym jak to natura wymyśliła i nie korzystamy z wynalazku mleka modyfikowanego. Zgodnie z zaleceniami sześć miesięcy dziecko było karmione piersią, ale jak będzie dalej ? Nie wiem. Narodził się we mnie dylemat.

Nie należę do tych szczęśliwych mam co im mleko leci na samą myśl o dzieciach.  Start był walką, nie było łatwo, w szpitalu zamiast pomagać to utrudnili początek. Po wylanych łzach i wielkim staraniu mleko popłynęło. Mimo różnych prób nie jest to wymarzona kraina mlekiem płynąca, muszę karmić za pomocą nakładek, co jest dość upierdliwe. Zawsze muszę o nich pamiętać, myć, nie zgubić. Tak poza tym czasami jest ciężko jak się jest niezastąpionym, wszędzie z zegarkiem w ręku byle być w domu w porze karmienia, nie karmie publicznie, nie lubię tego. Odciąganie, pff wolne żarty, więcej mnie to stresu kosztuje niż jest z tego mleka. Zdarzają się chwilę gdy Misio ma większe zapotrzebowanie niż ja produkuje i wisi cały dzień na mnie, wtedy boje się że to już koniec ale na szczęście są dwa baniaki, tylko stres narasta jak opróżni oba z korzeniami. Nie wiem na ile jeszcze wystarczy. Są też  dni kiedy najchętniej wyrwałabym się z domu na dłużej, tak wyjść bez patrzenia na zegarek. Coś w tym jest, że szczęśliwi czasu nie mierzą.

Zalecenia są by karmić piersią pierwsze sześć miesięcy, dlatego teraz częściej przychodzą do mnie myśli, żeby poratować się mlekiem modyfikowanym i zyskać trochę wolności dla siebie. Niestety jak zacznę kombinować, to laktację na pewno u mnie ustanie. No to jak to jest właściwie z tym mlekiem modyfikowanym dobre czy nie?? Tyle dzieci już się wychowało na mleku modyfikowanym, kobiety karmiące piersią są w mniejszości. A przecież to wygoda bo jest zawsze gotowe do spożycia, o odpowiedniej temperaturze, odpowiednim składem na każdą pogodę, lekiem na wszystko, a jednak kobiety rezygnują z tego. Tak w moim otoczeniu jest wiele dziewczyn , które karmią mlekiem modyfikowanym z różnych przyczyn, są też takie które karmiły piersią ale zrezygnowały. Może też powinnam…

Ludzkość istnieje tyle lat, kiedyś nie było mleka modyfikowanego, gotowych dań w słoiczkach, a mimo wszystko jakoś dzieci rosły. Więc jak oni dali radę? Przecież kiedyś większość kobiet karmiła piersią i tylko wyjątki potrzebowały pomocy mamek, a teraz jest na odwrót. Trochę poczytałam o historii karmienia, wyciągnęłam z tego wniosek taki, że dopóki będę miała mleko i sytuacja mnie nie zmusi to jeszcze wytrwam kilka miesięcy, natura wie co robi. Nie mówię że sztuczne mleko jest złe, ma wiele zalet i witamin, jednak kosztuje swoje i właściwie nie wiadomo jakie ma skutki uboczne. Kusi mnie ta wolność, którą mogłabym zyskać, jednak tak naprawdę co to jest tych kilka miesięcy w całym moim życiu. Przecież w końcu przyjdzie czas, że będę mogła wyjść na rower nie na dwie godziny ale na cały dzień, to już coraz bliżej niż dalej. Prawdziwe schody to się zaczną jak będę musiała wrócić do pracy, ale może Misio już będzie jadł taką ilość pokarmów stałych, że wystarczy mu np karmienie przed snem. Pożyjemy zobaczymy. Powinnam się tym nie przejmować jest mleko to jest, nie to kupić mm i nic się nie stanie złego, ale jakoś tak czuję presję i dlatego mam takie dylematy, ale chcę to robić.  Po całym tym wpisie można uznać, że jestem nieszczęśliwa ale to nie prawda takie trudne momenty zdążają się czasami nie codziennie, bardzo lubię to że mogę karmić piersią. Pewnie będzie mi smutno jak przyjdzie koniec i na pewno będę tęsknić za tym czasem. A teraz idziemy się tulić z Misiem, bo to czasami głównie o to chodzi, szczególnie że zęby dają znać i Misio cierpi, a taki cycek jest całkiem dobrym lekarstwem, polecam.

 

Dla zainteresowanych ciekawe artykuły na które się natknęłam :

http://dziecisawazne.pl/historia-karmienia-piersia/

Dlaczego nasze mamy nie karmiły nas piersią? Absurdalny schemat żywienia niemowląt w czasach PRL