Misio jest w połowie ósmego miesiąca. Czy je dużo więcej? Nie, cały czas tylko ma rano śniadanie ok 150 ml, a popołudniu kilka łyżeczek obiadowych, a tak to dalej głównie  mleko. Po posiłkach zawsze proponuje mu wodę, pokazuje mu jego mały przezroczysty kubeczek, w którym jest woda i jak otwiera usteczka to znaczy że próbujemy się napić, nadal coś bokiem poleci ale często udaje się Misiowi wypić kilka łyków, a nawet jak wypluje to w ten sposób opłukuje sobie buzię z resztek posiłku, cieszy mnie to bo na szczotkowanie zębów jest jeszcze za wcześnie. Pić z kubka niekapka udało mu się ale że podaje tylko wodę, to nie jest zachwycony i nie chce więcej niż kilka łyków, zazwyczaj traktuje go bardziej jako zabawkę/ gryzaka.

Są dni, że bardzo mu dokuczają dziąsła ale zębów nadaj nie ma. W takie obolałe dni Misio cierpi na sam widok łyżeczki, jednak i na to też znaleźliśmy sposób. Pewnego dnia gdy Misio bardzo chciał zjeść kaszkę, a cierpiał, dodałam wody i przelałam ja z miseczki do kubeczka, w którym dostaje zazwyczaj wodę, to był strzał w dziesiątkę, pił aż uszy się trzęsły, byłam przerażona że zaraz mi się zachłyśnie, dosłownie 2 min i cała porcja zjedzona.

Za każdym razem jak używam blendera, z racji tego że jest głośny, to Misia trzymam na biodrze przy sobie, żeby się nie bał, a na koniec jak już jest gotowa papka zawsze daje mu do spróbowania jedną łyżeczkę, żeby zobaczył co pan blender wyczarował. Teraz już Misio się oswoił się z tym hałasem, natomiast jest bardzo zaciekawiony tym co się dzieje i co będzie jadł. Po jego rekcji od razu widzę czy siadamy do jedzenia czy lepiej np. drzemka i za godzinę jedzenie, czy dodać wody czy da radę przełknąć, no i najważniejsze czy jest jadalne.

Brokuł jest nadal niejadalny, nawet jak dostał taki nie zmielony, w całości do rączki, to nie zaciekawił się, inaczej niż większość niemowlaków. Podobno dzieci lubią bawić się taka różyczką brokuła. Właściwie to był obrzydzony tym co dotykał, a na sam zapach jak go wykręcało (ha ha ha). Na koniec to spojrzenie „mamo ty to jesz?! To jest obrzydliwe! Otrujesz się!”

Misio namawia mnie do tego bym i ja jadła lepiej, a właściwie to samo co i on. Na śniadanie czasami robię większą porcję (kaszki, twarogu), a to czego Misio nie zje zostaje dla mnie. Właściwie jest to bardzo smaczne, nie wiem dlaczego tak nie jadłam do tej pory.

Jak sobie radzimy podczas obiadu, który jemy wspólnie? Sposoby są dwa pierwszy to Misio siedzi w swoim foteliku do karmienia i dostaje do łapek coś żeby się zajął, może to być zabawka, kawałek gruszki, kawałek chleba, flips, jego łyżeczka. Jak dorośli zjedzą, to wtedy zazwyczaj dziecko dostaje posiłek. Natomiast jak to nie działa to jeden rodzic zajmuje się dzieckiem, karmiąc, a potem zamiana. Były też dni, że my jedliśmy spokojnie obiad a Misio bawił się na macie, do czasu gdy opanował raczkowanie. Teraz czasami trzeba wstawać od stołu i go przestawić w bezpieczne miejsce. Mimo wszystko nie jest to jakoś szczególnie upierdliwe, nawet jak męża nie ma w domu to jest to do ogarnięcia. Głodna nie siedzę, w najgorszym wypadku z talerzem w ręku siedzę blisko Misia by mieć możliwość asekurowania i interweniowania, bo pomysły ma ciekawe ale jeszcze umiejętności za tym nie idą.

Misio bardzo dobrze potrafi pokazać, że nie ma ochoty na jedzenie albo że mu coś nie smakuje. Nigdy w takiej sytuacji nie wciskam jedzenia tylko po prostu kończymy. Jak jest zła pora to odrazy po posadzeniu do krzesełka jest marudzenie, piszczenie, krzyki, a inne sygnały mówią o co chodzi, pocieranie oczu – drzemka, miauczenie- mleko, skupienie na twarzy- nie przeszkadzać teraz cisnę, w takich wypadkach kolejna próba później. Natomiast jak odwróci ostentacyjnie głowę w bok, zaciśnięte usta lub wypluwa to znaczy -koniec na dziś, a jeżeli jest to przy pierwszej łyżeczce to znaczy, że nie ma co próbować nie smakuje i już. Staram się podawać tyko w tedy gdy Misio sam chętnie otwiera buzie, jak jest rozkojarzony to nie podtykam tylko kończę. Jak mu coś nie smakuje, a mam resztki ze śniadania zachowane to często je dojada ze smakiem.

Na dniach było trochę marudzenia, ponieważ Misio dostał bardziej grudkowate jedzenie i nie za bardzo chciał się do tego przekonać. Raz go trochę oszukaliśmy bo do zupki warzywnej z ryżem dołożyłam kaszę z bananem, kilka łyżek które zostały nam ze śniadania, taka wersja zupy dała się zjeść. Chociaż nie wiadomo może ta zupa była po prostu mało smaczna.

W tym miesiącu zaczynam dodawać ziołowe przyprawy. Była już bazylia i cynamon, mikro ilości ale liczy się. Ciekawe jak zareaguje na pietruszkę, szczypiorek, koperek? Idzie wiosna a wraz z nią nadzieja na coraz ciekawsze owoce i warzywa, ech jeszcze tyle ma do spróbowania…