Kolejny bardzo intensywny rozwojowo miesiąc, Misio jest zafascynowany odkrywaniem świata, coraz lepiej się porusza, dlatego woli zwiedzać niż jeść. Śniadanie jeszcze jakoś tam zjada ale obiad jest zbędny. Na szczęście pogoda sprzyja spacerom, a  na dworze zawsze jest dużo atrakcji. Misio zwiedza place zabaw, między innymi ten na plaży, największą atrakcją są inne dzieci. Przebywanie na świeżym powietrzu i ilość bodźców powoduje to, że Misio ma większe zapotrzebowanie na energię. Dlatego torba wyjściowa powiększyła się o obiadki, łyżeczki, bidony, ewentualnie inne przekąski (bułka, jabłko, gruszka). Jak jesteśmy  poza domem to taki zmęczony Miś chętniej zjada posiłki niż w domu. Naszym ostatnim odkryciem są musy w tubkach. Nie spodziewałam się, że ten mały chłopczyk sobie tak dobrze z tym poradzi, wciąga zawartość aż uszy się trzęsą.

Pogoda jest bardzo ciepła i łada dlatego nie tylko pilnuję smarowania kremem z filtrem tej młodej skóry i noszenia kapelusika ale dodatkowo często podaje Misiowi bidon z napojami. Najchętniej wypija soki ale herbata miętowa też jest akceptowana. Najtrudniej jest przekonać Misia do picia wody. Uparł się,  po prostu NIE. Ostatnio nawet jest ciągła zabawa w plucie jak tylko wyczuje, że to woda, szczególnie z kubeczka, na sam widok już robi PFF. Jest to rodzaj zabawy ale również ćwiczenia dla buzi i aparatu mowy, więc co tam niech się bawi. Takich płynów nie mlecznych wypija ok 200 ml. Wyciskane soki zawsze rozwadniam wodą, te kupione zazwyczaj już mają w składzie wodę ale czasami i do nich dolewam trochę wody.

W tym miesiącu wprowadzamy kolację w posiłkach Misia. Na pierwsze razy dostał kaszkę wielozbożową  i musli HiPP, przygotowuję połowę porcji, a i tak coś zostawi dla mamy. Mimo tego po wieczornej kąpieli napije się jeszcze mleka i budzi się w nocy na opróżnienie cycka. Na śniadanie Misio oprócz kaszy manny dostaje np jogurt naturalny czy serek homogenizowany i bardzo chętnie zjada bez żadnych dodatków :). Od niedawna również wcina musli HiPP. Twarożek z owocem lub serkiem też jest mile widziany.

Jak idzie nam nauka przeżuwania? Odgryzanie kawałków owoców i ich miętoszenie, po części wypluwanie to niezła frajda (morela, arbuz, nektarynka, banan, truskawka). Morele takie połówki ładnie wyjada i zostawia skórkę. Nektarynkę nacięłam trochę aby ułatwić mu trzymanie i bardzo mu się podobała taka zabawa. Eksperymentem wiosennym była fasolka szparagowa żółta „to jest niezwykle ciekawe mama i całkiem smaczne” odgryzionych kawałków o dziwo nie wypluwał. Jednak jak się pojawi coś w zupce to jest marudzenie, wypływanie ryżu, klusek. Rozdrabniam widelcem wiec posiłki już nie są takie papkowate. Pierwszy raz to było „O matko duszę się” a potem „brzydzi mnie takie jedzenie” i kilka dni odmawiał Misio takich potraw, wypluwał co tylko znalazło się większego, chyba że był to banan z nim to nigdy nie było problemu. „No mama te grudy są obrzydliwe”. Jednak i z tym zaczyna już mniej marudzić.

Pewnego dnia podczas obiadu dałam Misiowi marchewkę ze swojego talerza, gotowaną na parze bez soli, jaka to była radość że mama dała mi to samo co ma na talerzu. No i tak na drugi dzień dostał makaron świderek w sosie bolognese, również nie dodałam soli do potrawy. Taka zwykła kluska, a zaabsorbowała dziecko na pół godziny. Zresztą Misiowi wszystko smakuje bardziej jak je w towarzystwie.

O tej soli pisze specjalnie bo nie wszyscy wiedzą, że małym dzieciom jest ona niepotrzebna tak jak cukier. Jeszcze w życiu się tym nafaszerują więc można te kilka pierwszych lat im oszczędzić. Już babcie musiałam kilka razy przystopować, super że chce dać do spróbowania ziemniaczka tylko soli i cukrowi mówimy NIE, jest tyle ciekawych zamienników, łatwo jest dać ze swojego talerza pod warunkiem, że gotowaliśmy bez nieodpowiednich dodatków. Wiadomo, nie są zdrowe, a jak ktoś ma wątpliwości to niech poszuka sobie odpowiedzi dlaczego dzieciom nie powinno sie podawać tych dwóch rzeczy.

Przeprowadziliśmy eksperyment z placuszkami cukiniowymi. Przepysznymi swoją droga. Misio jednak nie był przekonany by je chociażby powąchać. Rozgniatanie rączka to co innego, rozciapane po całym blacie, dlatego muszą jeszcze poczekać. Zmasakrował dwa więc resztę zjadłam ze smakiem.

Zaczyna się cudowna pora, pojawiają się świeże owoce, w końcu będzie ciekawie, a nie tylko banan/jabłko/gruszka. No i oczywiście truskawki świrze pachnące. Arbuzy słodziutkie, o tak to dopiero jest prawdziwy miodek. No i tak jak już wspomniałam morele wypróbowaliśmy i fasolkę szparagową, nawet trafiłam na pyszne mango.