Truskawki

 

 

 

 

 

Co słychać w świecie Misia? 11 miesiąc to czas owoców, na rynku jest tyle ciekawych smaczków lata, że nie wiadomo na co się dzisiaj zdecydować. Truskawkami musimy się nacieszyć bo za chwilę się skończą, dużo ich już trafiło do tego małego brzuszka, na szczęście Miś nie ma uczulenia więc wcina pod różnymi postaciami, np: w całości, jako mus, rozgniecione z jogurtem czy twarożkiem. Chciałabym jeść ich więcej ale jak kupię takie na rynku, to tak naprawdę nie wiem ile nawozów i chemii trafiło do nich. Szczególnie przeraża fakt, że potrafią one przez kilka dni wyglądać niezmiennie, a truskawki z krzaczka babcinego to jak były zerwane to max 1 dzień poleżały, bo bardzo szybko się psuły. Więc co musi być w tych truskawkach, że one się nie psują wolę nie wiedzieć.  A jak słyszę „kaszubskie truskawki” to aż dostaję gęsiej skórki i szybko odchodzę, raz jak kupiłam to śmierdziały jak proszek do prania … kaszub jeden…taki sam oszust jak każdy inny i jeszcze nikt go nie pilnuje.

Miś bardzo lubi nektarynki w całości zjadać. Dostaje do ręki nektarynkę i już jest w tym swoim szczęśliwym lesie, om nom nom. Oczywiście część soku leci na śliniak, kawałki na tackę krzesełka ale do tego mamy specjalne wdzianko ze sklepu Ikea i najlepiej jak siedzi w samym body to jest najmniej strat. Tak oto potrafi zjeść połowę nektarynki i już sobie radzi z większymi kawałkami.  Banana też już ładnie ugryzie i zje.

Co jeszcze zagościło na małym stoliczku? Domowe paluchy chlebowe i bułki. (Bułki na spacer) Tak! upiekłam sama. Nie jest to trudne jak się ma odpowiednie gadżety kuchenne, dzięki nim nie wymaga to ode mnie ciężkiej pracy. Smutne to jest ale w chlebie ze sklepu też jest sporo dziwnych dodatków, po to by po tygodniu pieczywo nadal wyglądało jak prosto z pieca. Już dawno temu czytałam książkę Bator Julity „Zmień chemie na jedzenie”, którą polecam bo to właśnie ona mnie nauczyła wracać do natury, szukać najmniej przetworzonego jedzenia. No nie da się wszystkiego samemu zrobić, ale nawet jedna rzecz to już duży postęp. Miś nie je codziennie buły ale mimo wszystko po co nawet te kilka okruchów z karmelem czy spulchniaczami, jak mogę w łatwy sposób przygotować pieczywo z kilku składników? Taki paluch chlebowy okazał się wspaniałym gryzakiem, łatwy to trzymania odpowiednio twardy no i jeszcze ma jakiś smak, łatwy to zapakowania na spacer i jak jest dobrze wypieczony to spokojnie kilka dni przetrwa, gołębie i tata też się cieszą z takich smakołyków. Bułki są bardziej dla mnie ale Miś też chętnie wyciąga łapkę i trochę pomiętosi, więcej nakruszy niż zje ale ma zajęcie i nie szuka innych atrakcji, przecież ile można się bawić tą zabawką przyczepioną do wózka.

W tym miesiącu wprowadziłam jedno karmienie butelką w południe. Ułatwia to życie szczególnie na spacerach, karmienie piersią w plenerze to strata czasu dla Misia, przecież jest tyle ciekawych rzeczy dookoła, a tak trzyma bidon i ogląda pieski, dzieci, samochody, koparki  itd. W moim przypadku laktator w ogóle nie działa więc muszę się posiłkować mlekiem modyfikowanym. Na razie Miś też jest z tego zadowolony.

Jeżeli chodzi o przesypianie nocy, to niestety nadal są pobudki. Na dniach znowu było jakieś kolejne zwiększenie zapotrzebowania i znowu prawie nie spałam, do tego wychodzący ząb… Mimo, że dokuczają już od jakiegoś czasu to dopiero teraz leniwie pokazuje się pierwszy ząbek.

Na koniec woda- w końcu jakoś udało się Misia przekonać, że wodę też można pić, już mniej wypluwa. Dlatego soki poszły trochę w odstawkę. Nie wiem co tak naprawdę pomogło, może upały, może woda z dodatkiem truskawek, może rozwodnione soki, próby były różne któraś zadziałała.