To była pierwsza wigilia, na której Misio spróbował świątecznych potraw. Nie spróbował wszystkiego ale całkiem sporo. Na pierwszy ogień poszła sałatka warzywna,jeszcze przed wigilia jak była mieszana, Misio bardzo czynnie pomagał więc i spróbować chciał, dostał takie warzywa jeszcze przed dodaniem majonezu, taka mieszanka bardzo smakowała.

Od rana dostawał normalnie swoje posiłki, o stałych porach. Przed pojechałem na wigilię w domu zjadł swój obiad, dlatego nie był głodny ale chętnie próbował nowych smaków.

Później to już jadł przy wigilijnym stole, miał swoje krzesełko więc było mu bardzo wygodnie i tata musiał dzielić się ryba. Sandacz z sosem porowym i pstrąg z marchewką (po grecku). Trochę ciasta z pasztecika. Bardzo grzecznie z nami siedział, a nawet jak znudził się jedzeniem to ładnie poszedł bawić się. Wiadomo, że kawałki dla niego były mimo wszystko wybrane i obejrzane 3 razy, czy nie ma ości itp.

Na koniec spróbował piernika… mniam, a ten krem na kaszy mannie palce lizać, chciał zjeść mamie cały kawałek. Oj nie dobra ta mama dała tylko trochę…Innych ciast Misio nie zauważył, zresztą nie widziadło to jest więc nawet nie wolał.

Kolejne dni też Misio jadał świątecznie. Był barszczyk, pierogi ruskie z śmietaną, karp. No i oczywiście mandarynki, co prawda każdą pomemlał, cały sok wypijając i wypluwając pozostałości…

Nie próbował jeszcze potraw z grzybami, śledziami, kapusta czy makiem. Wszystko przed nim.