Przeskocz do treści

20 miesiąc

20 miesiąc - stoliczku nakryj się! Od jakiegoś czasu Misio ma swój mały czerwony stoliczek, zazwyczaj wykorzystywany do zabawy ale czasami również do jedzenia. Zanosi sobie talerzyk / miseczkę z przekąskami, kanapeczkami i zadowolony wcina. Podejrzał od starszaków w żłobku, czasami też mają zajęcia plastyczne przy stoliczkach, dlatego jest to takie atrakcyjne siedzieć przy stoliczku a nie jak bobas w krzesełku do karmienia. No i tak właśnie krzesełko do karmienia pomału idzie w odstawkę. Bunt dotyczący krzesełka przerabialiśmy, no chyba że sam się wdrapał do niego. Nawet jak się uda posadzić to nie zawsze do końca posiłku wytrwa, ucieka z niego, jednak wraca do mamy dojeść resztę na stojąco. Najdłużej udaje mu się siedzieć w krzesełku do karmienia gdy wszyscy razem jemy obiad. Parę razy  odczepiłam blat i dostawiłam bezpośrednio do naszego stołu, było zadowolenie ale nie pomogło to jakoś specjalnie. Natomiast u babci siedzi na normalnym krześle + poduszki żeby miał wyżej, to mu się podoba. Może to jest sposób na Misia....hmm... to co działa w innych warunkach to nie koniecznie w domu będzie się sprawdzało. Na kolanach u rodziców, a najlepiej z tego samego talerza albo to co tata gryzie, jest najsmaczniejsze.

Mój talerz zawsze zawiera to co jest dla Misi. Miś ostatnio zajada się ziemniakami, szczególnie w wersji puree (ziemniaki+śmietaną+masło), ostatnio tak właśnie zjadł mi całe ziemniaczki, które miałam na obiad (podobno najedzony w żłobku). Ziemniaczki nawet z mięskiem wygrywają. Kasza kuskus również bardzo szybko znika. Natomiast marchewka odeszła do kąta, nawet nie powącha, nie i już. Widocznie potrzebuje innych witamin.

Mleka modyfikowanego też już prawie nie pije, woli krowie. Widać to po ilościach jakie wypija każdego z nich. Tata dał kakao w domu, teraz już Misio zna te pyszności, jednego ranka sam poprosił o kakao, mimo że wcześniej wypił porcję mleka (modyfikowanego). Poranne mleko (wygłodniały i śpiący ) misio dostaje w bidonie, tak mu łatwiej się napić i nie porozlewa w łóżku, naszym bo rano wychodzi dziura ze swojego do naszego i największa zbrodnia jest go przełożyć. Zresztą rano jest to już rytuał- wchodzi do naszego łóżka, łapie mamę za palec i ciągnie do kuchni bo jest bardzo głodny, robimy mleko i wracamy na chwilę do łóżka. Wieczorem bidon poszedł w odstawkę, ćwiczymy picie z kubka. Tak naprawdę zmęczyły mnie już te bidony, te małe zakamarki w których czai się brud, codzienna walka z czyszczeniem rurek.

Nie tylko robimy powolne pożegnanie z bidonami i niekapkami, podjęliśmy próbę odzwyczajania od smoczka więc trzymać kciuki!!!

Do małych grzeszków doszły mleczne pączki (twarogowe bez nadzienia i bez lukru, posypane cukrem). Misio jest w nich zakochany! Wiadomo słodkie... Jak tylko przyuważy kupioną torebkę z pączkami to nie ma szans by nie zjadł chociaż dwóch.