Przeskocz do treści

Wyjazd wakacyjny

Co zabrać dla misia na wyjazd?

Jak Misio miał ok roku to sprawdziły nam się słoiczki, musy, banany i mleko modyfikowane. Teraz misio ma prawie dwa lata i słoiczki ma w nosie, chce to co dorośli i już. Tym razem nie było tak łatwo i nie przygotowałam się za dobrze. Z powodu braku czasu nie przemyślałam i nie zapakowałam dobrze prowiantu dla Misia. Zabrałam tylko to co na drogę i na pierwszy dzień, sklepy są wszędzie można zawsze coś zakupić. Na miejscu kupiliśmy arbuza, granat pieczywo, świeże mięso. Po co wozić przez cały kraj w samochodzie jedzenie, które się i tak psuje szybko. Przede wszystkim ważne, że mieliśmy dostęp do kuchni i mogliśmy gotować sobie obiady. Oba powody wpłynęły na to, że nie nastawiłam się na organizowanie zapasów jedzenia, coś tam zabrałam ale mogłam więcej. Miał że sobą sos do makaronu w słoiku, makaron, musy, mleko i serki homogenizowane (mamy swoje ulubione i czasami ciężko je znaleźć).

  • W drodze wieczornej w ramach kolacji Misio zjadł kawałek naleśnika (który został z obiadu, bez dodatków) kawałek kanapki z serem od mamy i banana.
  • Śniadanie po przebudzeniu to szklanka mleka krowiego i coś do tego np: kanapkaserek homogenizowany, parówka (tym razem nie zjadł ani jednej, wszystko oddał koledze i mamie) jajecznica lub jajko na twardo (taki rodzinny zwyczaj na wyjazdy zawsze bierzemy jajka). Misio bardzo chętnie jadł pieczywo z masłem i czasami z konfiturą od cioci mmmm to lubią Misie.
  • Na krótkie spacery przekąski do plecaka w postaci musu, banan, kromka chleba, bułka, herbatniki i paluszki juniorki.
  • Na obiady słoiczki nie przypasowały i właściwie wylądowały w koszu, na szczęście mieliśmy ze sobą makaron. Co do makaronu? Bez dodatków też zjadał ale jak był z sosem pomidorowym to uszy się trzęsły Misiowi. Raz wymieszałam z gerberkiem - no uszło jakoś... Raz dla odmiany by ryż i kurczak w ziołach z patelni, oczywiście najlepiej z talerza od rodziców inaczej kręci nosem.
  • Podwieczorek to zazwyczaj podgryzanie resztek obiadowych. Raz w ramach wieczornej przegryzki Misio dostał kisiel cytrynowy Mniam - mówi Misio.

Teraz jak już jesteśmy w domu wiem, że mogłam mu na wyjazd np zapakować w małe słoiczki po jednej porcji : domową zupę dyniowa czy rosołek, kilka kotletów z kaszy, a resztę zamrozić. A nawet mogłam pokusić się i z obecnych zapasów zabrać jedną porcję mrożonej zupy, w drodze by rozmarzła i byłoby na pierwszy dzień. Daliśmy radę ratując się gotowcami, dlatego też wjechało więcej rzeczy które zazwyczaj ograniczamy, jak parówki, gotowe musy, herbatniki czy paluszki, jedziemy tam w sumie odpocząć wszyscy, a nie stać przy garach. Wiem też że jedzenie w słoiczkach już nie dla nas, przegrały totalnie.

Na wyjeździe zabrakło mi małych pojemniczków do zabrania jedzenia na spacery, na szczęście znalazł się mniejszy słoiczek na kwaterze. Jakoś tak wszystko było zapakowane albo w woreczki albo w duże słoiki. Muszę na przyszłość zapamiętać by mieć na pokładzie odpowiednie pojemniczki. Woreczek na mus też muszę następnym razem zabrać i robić swoje musy.