Przeskocz do treści

2,5 roku Misia

Czas nam się skrócił, dłużej siedzę w pracy, mam mniej czasu na pisanie i gotowanie, na szczęście Misio za sprawą drzemek w ciągu dnia później ma siłę żeby z nami trochę posiedzieć jest to miłe bo spędzamy z nim czas ale jest to kosztem gotowania, sprzątania i naszego odpoczynku.

Jeżeli chodzi o jedzenie nastąpiła pewna nieoczekiwana zmiana związana z zamknięciem żłobka. Od września Misio nie chodzi do żłobka, ten pod domem nam zamknęli, a do innych jest dalej i jeden rodzic (pewnie mama) musiałby wozić... Nie ma żłobka za to jest super babcia, zdecydowanie szczęśliwsze dziecko. Dobrą opieką to i dobre jedzenie, zadowolony brzuszek Misia. Już nie ma problemu z dewolajami i innymi cudami, które dostawał w żłobku, chociaż i tak mam wątpliwości czy to w ogóle zjadał. Babcia oczywiście sama gotuje, mimo że nie musi, nawet jak umówimy się że zrobię na jutro dla nich placki czy coś innego to babcia i tak przyniesie swoje a mojego nawet nie podgrzeje, no chyba że Miś kręci nosem na zupę od niej.

Ostatnio zauważyłam, że Misio boi się próbowania jedzenia. Są dni że pochłania wszystko jak odkurzacz, są  dni że zafiksuje się i cały dzień "Lola" (loda), a czasem nic nie zje wszystko be. Czasami pojawia się ogromny stres u Misia na potrawę nowa lub zapomniana, trzeba się nagimnastykować, żeby spróbował, a potem to już pochłania wołając o dokładkę, jednak częściej wtedy odpuszczam. W takich momentach czasami usłyszymy "nie lubię" no i nic nie poradzisz. Natomiast za trzy dni pochłania to jakby nigdy nic. Dostał raz do wylizania łyżkę od kremu do ciasta, nie chciał spróbować uciekał pod stół, a jak udało mu się pacnąć na wargę i polizał he he "jecze daj".

Dobre jest to, że już komunikuje "chce bułe jajo" - jak mu przygotuje to rzeczywiście zjada. Dlatego zazwyczaj go pytam co chce zjeść i daje do wyboru max 2 rzeczy (jajko czy serek). Natomiast na pytanie "zjesz parówkę?odpowie "nie", to nie będę nawet grzała bo i tak jej nie zje.

No właśnie wracając do lodów cwaniak wie gdzie są i najchętniej byłaby samoobsługa, na lodówce jest blokada, oczywiście Miś potrafi ją otworzyć ale jeszcze działka na psychikę i jak widzi zamknięte to daje spokój. Staramy się mieć zamrożone takie domowe lody zmiksowane owoce + serek homogenizowany.

Serki homogenizowane z krówka przejadły się Misiowi. Dla odmiany kupujemy Danonki i różne inne cuda dla dzieci. Naturalne jogurty nie cieszą się teraz popularnością, chyba że z płatkami śniadaniowymi jako inne mleko takie gęste. Płatki no jak raz spróbował kulek czekoladowych to już przepadło. Oczywiście że smakują i był szał " kulu kulu chcem" pierwsze słowa po przebudzeniu. Koleżanka mi podpowiedziała, że daje swoim dzieciom na śniadanie, więc spróbowaliśmy dla odmiany, w sumie czemu nie byle by nie codziennie. Lepiej niech zje kulki niż ma siedzieć z pustym brzuchem bo śliczna myszka kanapka z serkiem, oczkami wąsikami okazuje się "be" parówka "be" jajko "be" kaszka"bebebe nie lubie" no i się poddajesz. Przegiąć nie można w rządna stronę gdzieś każdy musi znaleźć swoją równowagę. Na kakao też był szał, przeszło wróciliśmy do mleka.

Suche bułki do skubania są teraz najfajniejsza zabawa. Kanapki teraz nie za bardzo znikają, no chyba że w takie klasycznej wersji do trzymania w ręku. Flipsów i innych podgryzaczy mało kupujemy, ale bułkę mamy zawsze, rogal z dżemem też się sprawdza. O dziwo naleśniki też najsmaczniejsze bez niczego, nawet dżem z truskawek okazało się że jest "be". Do przegryzania Miś wyciąga sobie z lodówki kabanosy, parówki nie cieszą się popularnością, chyba że są to takie jak ma tata (dla siebie wybieramy też te lepsze więc nie ma problemu). Usłyszałam nawet taka teorię : kiedyś pani rodzice robili zupy na kościach, kurzych łapkach, szyjkach itp teraz takie potrawy są wyeliminowane z naszej diety więc lepiej dzieci niech jedzą te parówki mające skórki i pazurki, bo chociaż tak dostarczymy im pewnych składników- mówił pediatra.

Przy zupach to trzeba się tak nagimnastykować, takie podchody robić żeby tylko spróbował, jak już jedna łyżka wejdzie do buzi to potem reszta już znika. To jest niesamowite jak to trzeba czasem się nakombinować, a że tam ziemniaczki dziadka, a sam makaron zjedz, to zupa dziadka zostaw mu troszkę, zamknij oczy otwórz buzię, za babcie. Chyba już wszystko było użyte, nigdy nie wiadomo co zadziała. Najlepsza zupa to rosół.

Granat to dalej owoc nr 1. Co mnie cieszy, chrupie w końcu jabłka w całości i w kawałku. Z bananami nigdy nie wiadomo jednego dnia zje 2, a potem przez miesiąc jest "be". Mandarynki nie robią szału, chętniej zjadane jest kiwi.

Odkrycie roku "piknik" frytki z piekarnika zjadane wspólnie siedząc na dywanie. Krojone ziemniaki, marchewki, buraczki polane olejem i upieczone ok 20 min w 200° idealny zamiennik smażonych frytek. Ale nie to jest najważniejsze, liczy się to że są rodzice i talerz jest na podłodze.

Ryby o dziwo są lubiane przez Misia i jak mamy np łososia wędzonego to doprasza się o bułę z rybą. Paluszki rybne zrobiłam raz, zniknęły bez marudzenia, tak jak ryba pieczona czy na parze przygotowana bez różnicy.