Gotowanie dla Misia to nadal wyzwanie, ma swoje preferencje nie zjada bezmyślnie wszystkiego co ma na talerzu. „To lubię, mięsko lubię, ziemniaczki lubię, tego nie lubię”. Nawet pokusiła bym się o stwierdzenie, że ostatnio ma niechęć do warzyw. Babcia rozpieszcza i dogadza, jak jajka nie zje to zrobi placuszki, też jej nie jest łatwo wstrzelić się w smaki ale i tak babci zupy jakoś znikają. Zupy to teraz jedyny sposób na warzywa, żeby znalazły się w małym brzuszku. Chociaż jest to dość de-motywujące jak gotuje się zupę, robi placuszki z cukinii, które jakiś czas temu wcinał tonami, teraz ląduje wszystko w koszu, „nie zjem i już bo jest tam marchewka której nie lubię”, no co ty nie powiesz, cwaniak a miesiąc temu nie nadążałam gotować. 

Tak naprawdę największy wpływ na apetyt ma wychodzenie na spacery. Ostatnio było ciężko z wychodzeniem (pandemia), ratowała nas jedynie działka, na której mógł się wyszaleć/ wybiegać no i dotlenić. Miś jest dzieckiem z turbo energia, nie siedzi bawiąc się jedną zabawką, więc zamykanie go na kilku metrach to był koszmar dla wszystkich domowników.  W czasie tej wspaniałej izolacji jedliśmy więcej jabłek, piliśmy więcej soków pomarańczowych, całkiem spora ilość jajek znikała, pierogów ruskich, placków no i kanapek z upieczonego w domu chleba. Miś ostatnio zjadał bardzo dużo nabiału ale ma za to dwie piątki w swoim uzębieniu, to na pewno też miało wpływ na smaki i zachowanie Misia.

Siedzenie z babcia ma swoje plusy – wiem że dziecko zje bardzo dobry posiłek, ale z drugiej strony zaobserwowałam krok w tył -„nakarm mnie”, i ogólny strach przed zabrudzeniem rączek. Jak się zapomni i bardzo chce coś zjeść to potrafi łyżeczką operować i nie marudzić, do ostatniej kropelki wyskrobie jogurcik. Trochę było tłumaczenia, że powycieramy na koniec, że stół wytrzemy, maty i ubranka pierzemy w pralce więc nie ma problemu, jakoś pomału wracamy do tego, że Miś sam chwyta za łyżkę i nie ma to znaczenia jak ziemniak ucieknie na podłogę, sprzątanie na sam koniec. 

Strach przed nowym, podobno wiele dzieci tak ma. Nie chodzi tylko o nowe posiłki ale też takie niezbyt często gotowane.  Widać w oczach nieufność i nie ma mowy, że odważy się spróbować. Zdarza się że się  zamyślony weźmie coś do buzi jednak jak tylko wyczuje coś innego, to jest automatycznie wyplute, może po chwili zastanowienia się że to jednak było smaczne spróbuje ponownie. Tylko ciekawe jak to jest, że sterniczka od babci się nie bał? Czasami jak coś śmiesznie nazwiemy to chętnie próbuje np : świnki pod pierzynką (parówki w cieście francuskim), przysmak Georga (zielony groszek).

Jajka muszą być podane w kieliszku i nazwane na miękko, mimo że są na twardo, i oczywiście z dodatkiem majonezu. Płatki na mleko jedzone są za pomocą łyżeczki do kawy latte, takiej ze słomka. Kanapki bez skóry. Winogrona obrane i wypestkowane. Jabłko bez skóry, znajdzie każdy mm jak zostanie. Naleśniki bez dodatków. Takie to nasze podchody jedzeniowe. Natomiast ostre smaki są nietolerowane, czasami jest to nasza wymówka jak nie chcemy żeby Miś czegoś próbował, to mówimy że jest ostre i koniec tematu.